I.
Siedzę przy stole, trochę już trzeszczy.
Obserwuję zachód słońca.
Z okna kuchni doskonale widać
wolno opadającą czerwoną kulę.
Siedzę przy kuchennym stole.
Trochę trzeszczy, bo jest już stary.
Powiedziałem: „Zróbmy to jak Frank i Cora.”
Tylko się uśmiechnęłaś.
Wytrzymał.
II.
Ulica jest czerwona. Niebo jest czerwone.
Siedzę przy stole w kuchni. Patrzę na zachód.
Gałęzie jeszcze nie wypuściły liści i układają się w pajęczynę.
W jej środku wielki ceglasty pająk.
III.
Mówisz: „Kupmy w końcu nowy stół.”
Dlaczego?
Dobrze się siedzi przy nim i patrzy na zachód słońca.
Dobrze się przy nim siedzi i patrzy w oczy.
Dobrze się przy nim śmieje, je zupę i kłóci.
Posłuchaj jak trzeszczy.
Pamiętasz historie, które opowiada?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Corporation Street". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Corporation Street". Pokaż wszystkie posty
niedziela, 13 lipca 2014
wtorek, 3 grudnia 2013
Port (II)
Port (II)
Na linii horyzontu
Obiecuje przystań
Po to właśnie musisz
Wracać z limes mundi
Na brzeg gdzie pod stopami
Zgrzytają białe muszle w piachu
wtorek, 26 listopada 2013
Andromeda
Andromeda
Chcę żebyś wiedziała, jak mocno wpatruję się w rozgwieżdżone niebo i jak lodowate są ostatnio noce.
Pamiętam jak jeszcze wczoraj piliśmy z jednego kubka malinową herbatę.
Pamiętam grające na ścianach cienie.
Dzisiaj, wypatruję cię w refleksach chrzęszczącego śniegu, i w mlecznej drodze.
W tę lodowatą noc, wpatruję się w krystaliczne niebo.
Niczego to jednak nie zmienia.
Chcę żebyś wiedziała, jak mocno wpatruję się w rozgwieżdżone niebo i jak lodowate są ostatnio noce.
Pamiętam jak jeszcze wczoraj piliśmy z jednego kubka malinową herbatę.
Pamiętam grające na ścianach cienie.
Dzisiaj, wypatruję cię w refleksach chrzęszczącego śniegu, i w mlecznej drodze.
W tę lodowatą noc, wpatruję się w krystaliczne niebo.
Niczego to jednak nie zmienia.
wtorek, 19 listopada 2013
Mozaika
Mozaika
Nie
wiem co mnie podkusiło.
Może
zmęczyła mnie zabawa,
ale chyba nie aż tak bardzo,
skoro
wracałam piechotą.
Rzeczywiście,
trochę szumiało mi w głowie.
Musiałam
usiąść, ale nie wiem,
dlaczego
na środku tej drogi.
Nie
widziałam, kiedy uderzyło
we
mnie osiemnaście ton.
Mama
zawsze mówiła mi – Jesteś piękna. Byłaś zawsze i ciągle
jesteś.
Zobacz
teraz to zdjęcie i popatrz na moją twarz.
Kochana
Mama. Nigdy nie potrafiła kłamać.
Kiedy
mnie wybudzili z narkozy,
Lekarz
powiedział, że przypominam mozaikę.
Mówił,
że widział coś takiego we Włoszech,
i
że jestem pietra dura. Teraz już wiem, co to znaczy.
Każda
kość, kostka i kosteczka, kamyk rozrzucony bezładnie.
To
niesamowite, wiesz musieli mnie znowu układać od początku,
dopasowywać
szkielet do obwisłej skory.
Po
tym wszystkim, chcę jeszcze tylko
zobaczyć
Florencję.
Kochana
Mama mówi, że świat przede mną,
i
ona pojedzie dokąd chcę.
Czuję
się dziwnie, bo dopiero teraz mam marzenia.
Myślisz,
że dam radę pojechać tam,
do
tych Włoch i zobaczę mozaikę?
wtorek, 12 listopada 2013
Jadąc
Jadąc
Jadąc
przez Europę z nosem przyklejonym
do
brudnej szyby autokaru,
Każdą
autostradę porównujesz ze ścieżkami dzieciństwa.
wtorek, 5 listopada 2013
Obca mgła
Obca mgła
Pokój wypełniał się dymem i muzyką z winylowej płyty. Czułem narastające w tych dwojgu napięcie.
Kiedy dzisiaj to sobie przypomnę – powiedziała – nie mogę w to uwierzyć. Jedna puszka fasolki na cały dzień. Żyliśmy tak ponad miesiąc.
Kiedyś stojąc przed wystawą powiedziałem do niej – nie pamiętam smaku mleka.
Uśmiechnęła się zawijając Virginię w szeleszczącą bibułkę Rizla. Nienawidzę fasolki i mgły.
Tak... ale po tej fasolce kochaliśmy się do upadłego i pielęgnowaliśmy sny.
On chciał zostać sławnym didżejem a ja chciałam sobie kupić firmowe dżinsy a nie zagrzybiony syf z lumpeksu.
Wiesz to wszystko w sumie było bardzo proste, wystarczyło tylko chcieć, zacisnąć zęby i nie dać się zeszmacić. Teraz kiedy go przytulam do siebie, wiem że zrobilibyśmy to jeszcze raz. Nie żałuję ani jednej puszki tej cholernej fasolki.
Przyglądam się tym dwojgu, w tatuażach zapisana historia życia, w pokoju tytoniowa mgła, za oknem mgła.
Ona podchodzi do okna i mówi...
Wszystko pięknie się teraz układa. To nic, że za oknem jest mgła, ale jeszcze ciągle nie mogę się do niej przyzwyczaić.
Pokój wypełniał się dymem i muzyką z winylowej płyty. Czułem narastające w tych dwojgu napięcie.
Kiedy dzisiaj to sobie przypomnę – powiedziała – nie mogę w to uwierzyć. Jedna puszka fasolki na cały dzień. Żyliśmy tak ponad miesiąc.
Kiedyś stojąc przed wystawą powiedziałem do niej – nie pamiętam smaku mleka.
Uśmiechnęła się zawijając Virginię w szeleszczącą bibułkę Rizla. Nienawidzę fasolki i mgły.
Tak... ale po tej fasolce kochaliśmy się do upadłego i pielęgnowaliśmy sny.
On chciał zostać sławnym didżejem a ja chciałam sobie kupić firmowe dżinsy a nie zagrzybiony syf z lumpeksu.
Wiesz to wszystko w sumie było bardzo proste, wystarczyło tylko chcieć, zacisnąć zęby i nie dać się zeszmacić. Teraz kiedy go przytulam do siebie, wiem że zrobilibyśmy to jeszcze raz. Nie żałuję ani jednej puszki tej cholernej fasolki.
Przyglądam się tym dwojgu, w tatuażach zapisana historia życia, w pokoju tytoniowa mgła, za oknem mgła.
Ona podchodzi do okna i mówi...
Wszystko pięknie się teraz układa. To nic, że za oknem jest mgła, ale jeszcze ciągle nie mogę się do niej przyzwyczaić.
wtorek, 29 października 2013
Port
Port
Rzeka pokazała wszystkie wstydliwe tajemnice – wózki z
supermarketu, opony, zużyte instrumenty i szlam węglowy, którego
jeszcze nie zdążył wchłonąć Atlantyk.
Port
odsłania swoje tajemnice, zakamarki złodziei, narkomanów i
prostytutek.
Upadłe
miasto pachnie dorszem i herbatą z tureckiej tawerny.
Brzeg
morza zdeptany sandałami rzymskich legionistów wychodzi z mroku
niosąc echa muszkietów jakobitów. Wydaje się wciąż obcy.
To
po to szedłeś tak długo do limes mundi żeby patrzeć ze wzgórza
na linię horyzontu i wyczekiwać wschodu słońca skąd przyszedłeś?
Żeby wyczekiwać sygnału do powrotu z mgieł, które codziennie
pochłania nienasycone morze, które tną dzioby gigantycznych mew.
Port
jak przekleństwo, port jak lekarstwo. Port, w którym życie ma
smak frytek z fast foodu zaprawionych morskim powietrzem.
wtorek, 22 października 2013
Abertillery
Abertillery
Ze zbocza dolina wygląda jak rozchylone nogi kobiety.
Do połowy ud pokrywa je delikatna halka.
Spod mgły prześwitują omszałe dachy domów
i wieże kościołów.
Ze zbocza dolina wygląda jak rozchylone nogi kobiety.
Do połowy ud pokrywa je delikatna halka.
Spod mgły prześwitują omszałe dachy domów
i wieże kościołów.
wtorek, 15 października 2013
Pierwszy list do Betty Boop
Pierwszy List Do Betty Boop
Słodka Betty Boop.
Piszę do ciebie z drugiej strony oceanu.
Ty wszystko przypomina kreskówkę.
Wiem, zdradza mnie akcent
i ciągle mam problemy
z goleniem wąsów.
Przestałem co prawda używać mojego języka
w miejscach publicznych.
Nawet nie wiesz, jak głupio
być tu Polakiem.
I tęsknić.
Dziwne, stałem się taki pobożny i pracowity.
Co niedzielę chodzę na gospel.
I mam trzeci etat.
Betty Boop jesteś słodka.
Całuję cię w rączki, stópki
i powyżej podwiązki.
Słodka Betty Boop.
Piszę do ciebie z drugiej strony oceanu.
Ty wszystko przypomina kreskówkę.
Wiem, zdradza mnie akcent
i ciągle mam problemy
z goleniem wąsów.
Przestałem co prawda używać mojego języka
w miejscach publicznych.
Nawet nie wiesz, jak głupio
być tu Polakiem.
I tęsknić.
Dziwne, stałem się taki pobożny i pracowity.
Co niedzielę chodzę na gospel.
I mam trzeci etat.
Betty Boop jesteś słodka.
Całuję cię w rączki, stópki
i powyżej podwiązki.
wtorek, 8 października 2013
Cheers
Cheers
Polskie piwo jest najlepsze.
Zapomniał dodać, że również tanie.
Ostatnie takie dobre
pił Wojaczek
ale nie mówię tego,
bo i tak nie zrozumie.
Zamiast tego rzucam:
Mój kraj produkuje tanią siłę roboczą
i miernych piłkarzy
produkuje jednak
całkiem niezłych poetów
tak, mój kraj ciągle jeszcze produkuje
dobrych
poetów
chociaż spożycie wódki spada
Polskie piwo jest najlepsze.
Zapomniał dodać, że również tanie.
Ostatnie takie dobre
pił Wojaczek
ale nie mówię tego,
bo i tak nie zrozumie.
Zamiast tego rzucam:
Mój kraj produkuje tanią siłę roboczą
i miernych piłkarzy
produkuje jednak
całkiem niezłych poetów
tak, mój kraj ciągle jeszcze produkuje
dobrych
poetów
chociaż spożycie wódki spada
wtorek, 1 października 2013
Most Świętego Jerzego
Most Świętego Jerzego
Most. Kolejny raz. W nocy.
Nawet nie jestem pijany.
Most w Newport. Most nad cielskiem rzeki.
Przypływ. Odpływ.
Rzeka nazywa się Usk.
I to chyba dobra nazwa dla smoka.
Wczoraj stworzyłem blog o rodzinnym mieście.
Wiadukt na trasie Poznań - Gdańsk wygląda licho.
Na moście Świętego Jerzego część dla pieszych jest szersza.
Ktoś, dawno temu mówił o paleniu mostów.
Jest czerwiec. Usk hałasuje i gryzie przęsła mostu.
Most. Kolejny raz. W nocy.
Nawet nie jestem pijany.
Most w Newport. Most nad cielskiem rzeki.
Przypływ. Odpływ.
Rzeka nazywa się Usk.
I to chyba dobra nazwa dla smoka.
Wczoraj stworzyłem blog o rodzinnym mieście.
Wiadukt na trasie Poznań - Gdańsk wygląda licho.
Na moście Świętego Jerzego część dla pieszych jest szersza.
Ktoś, dawno temu mówił o paleniu mostów.
Jest czerwiec. Usk hałasuje i gryzie przęsła mostu.
wtorek, 24 września 2013
Corporation Street
Corporation Street.
Lubię
patrzeć na portowe kurwy.
Suche
i grube. Każdy kolor włosów i oczu.
Przechadzają
się świecąc w nocy skórą ud,
dekoltami
i paznokciami. Podchodzą do
przechodniów
sycząc: Marynarzu, zabawmy się.
Mówią
tak do każdego, nawet jeśli tylko
przez
roztargnienie zapuścił się biedak
do
tej dzielnicy.
Patrzę
przez okno. Schowany za firanami.
Czarne
Anioły w kabaretkach stukają
obcasami
po bruku.
Ich
śmiech chlasta ściany.
I
moje plecy. A później, tarzam się
do
rana, przeklinając tę ulicę i jej okupantki.
Kiedyś
obudziłem się w środku nocy,
podszedłem
do okna wychodzącego
na
portową dzielnicę. Pstrokaty alfons
rozmawiał
z nimi, gestykulując nerwowo
wyciągał
kosmate łapska po pieniądze.
Otoczyły
go skulone, wyblakłe i pokorne
a
jego wielka morda wypełniła ulicę.
Krzyczałem
przez zamknięte okno:
Sukinsynu!
Psujesz mi widok!
Zdałem
sobie sprawę, że jestem śmieszny,
kiedy
zaczęły go całować na pożegnanie,
czule
jakby rozstawały się
z
ukochanym ojczulkiem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)